• Jacek - Przeszkodowo.pl

Armagedon Active Rybnik - bieg tak dobry, że aż dziw, że Was tam nie było - relacja z biegu

Kto od jakiegoś czasu czyta przeszkodowo, ten wie, że relację z Armagedonu pisałem już nie raz, nie dwa i mam nadzieję, że jeszcze kilka razy napiszę. Bieg wyróżniał się najlepszym stosunkiem ceny do jakości oraz ciekawymi, wymagającymi przeszkodami i niesamowitym jedzeniem po biegu.



Swój pierwszy Armagedon zaliczyłem dwa lata temu, a dokładniej 24 października 2019r. relacja z tego biegu o tutaj - LINK. Mam więc już jakiś czas okazję obserwować rozwój i ocenić w którym to kierunku zmierza. Nie ukrywam, że mocno trzymam kciuki za ten bieg, jakby nie patrzeć to nie ma w Polsce drugiego takiego organizatora OCR, który ogarnąłby aż taką ilość biegów w danym roku. Oczywiście poza Runmageddon.


Armagedon w tym roku zorganizuje blisko dziesięć wydarzeń przeszkodowych, OCRy, ale były również też zawody w stylu OCR100 / Ninja Track. Nie jest on jeszcze realną konkurencją dla Runmageddon i choć sam organizator nie chce być porównywany, jak twierdzi po prostu robią swoje, to ja się zacząłem zastanawiać, dlaczego na tak dobrym biegu, jest relatywnie mało osób. Dlaczego mając realny wybór, wybieramy to co już znamy i nie próbujemy czegoś nowego?


Postęp, pomimo pandemii, jest zauważalny praktycznie w każdym aspekcie. Armagedon ma odwagę też coraz częściej wychodzić poza swój główny rejon, tj. teren zlokalizowany w centralnej Polsce w okolicach Sieradza. W tym roku zawitali już m.in. do Iławy, Soliny, Bytomia a teraz również do Rybnika.



Dokładnie w te samo miejsce, gdzie rok temu były mistrzostwa polski OCR - MOSiR Rybnik Kamień. Moim skromnym zdaniem świetna lokalizacja zapewniająca odpowiednią infrastrukturę, taką jak parkingi, toalety, budynki potrzebne na biura zawodów czy depozyt, ale przede wszystkim na odpowiednio ciekawą trasę, jak i oprawę startu i mety.


Żeby Was nie zanudzić, to z takich spraw ogólnych wszystko dobrze działało, w pakiecie oprócz napojów była koszulka oraz bon na posiłek. Nie są to już takie wypasione uczty jak kiedyś, ale sam fakt, że w cenie biegu możemy zjeść dobrą kiełbaskę/wuszt lub kaszankę/krupniok ;) a do tego chlebek i kiszony ogórek, jest dla mnie kolejnym atutem.


Sama trasa też bardzo ciekawa, prowadziła częściowo lasami, było więc też trochę błota, ale nie dużo i takiego po kostki, były też całkiem konkretne podbiegi i zbiegi. Wykorzystano też znajdujący się na terenie zbiornik wodny, ale tak raczej symbolicznie, aby tylko trochę zamoczyć nogi i opłukać buty z błota.



Trasa była więc ciekawa i dobrze oznaczona, nie miałem najmniejszych problemów z obraniem właściwego kierunku. Na samej trasie przeszkody dobrze rozłożone, z odpowiednimi odległościami pomiędzy nimi. Przy każdej przeszkodzie była choć jedna osoba. Przy każdej. Nawet przy ściance takiej co miała troszkę ponad dwa metry. Natomiast na przeszkodach technicznych obsada była co najmniej dwuosobowa i nie mam 100% pewności, ale chyba wszyscy sędziowie byli certyfikowanymi sędziami przez OCR Polska. Kolejne plusiki ode mnie za poważne podejście do sędziowania.


Zanim o przeszkodach, to jeszcze słówko o rundzie karnej. Za niepokonane przeszkody (zawodnicy open) sędziowie zaznaczali na papierowej opasce kreseczkę. Przed metą następowała weryfikacja i tyle ile było kreseczek tyle było rund karnych. Runda karna była taka nie za krótka, około 350 metrów plus opona do towarzystwa i dodatkowo rozłożona siatka na ziemi, tak na oko miała ze 20 metrów długości co by nas dodatkowo spowolnić. Osobiście uważam, to za dużo lepsze rozwiązanie niż klepanie barpeesów. Sędziowie nie są w stanie przypilnować kto ile ich zrobił, a tak mamy jasne i uczciwe podejście. Kara na tyle surowa, że nie opłacało się unikać przeszkód.



No właśnie, skoro o przeszkodach mowa, to tutaj też należą się słowa uznania dla Armagedonu, zrobili duży postęp w ciągu dwóch lat. Widać, że dużo pieniędzy włożyli w rozwój przeszkód i mamy fajne zabawki. Zanim napiszę co było na trasie, to jeszcze pochwalę za to, że przeszkody nie są aż tak trudne jak to już bywało na wcześniejszych wydarzeniach.


Nie ma już windy do nieba, nie ma też szalonego ringo dingo, salmon tylko dla facetów, a Tur został podzielony na dwie części. Moim zdaniem właściwy kierunek. Czy było więc łatwo i nudno. O co to to nie. Przeszkód na trasie nie brakowało, ale dzięki ich odpowiedniemu rozłożeniu na ostatnie przeszkody przed metą można było wbiec z odpowiednią rezerwą sił.


Z ciekawych przeszkód był dragon tail, wariat plus ninja ringi, multirig, rampa, low to high, kołkownica plus chwyty, do tego równoważnie, ścianka, chomik, porodówka, pętla z obciążeniem, komandos. Na pewno jeszcze o czymś zapomniałem. Fajnie jest spróbować nowych przeszkód, są wymagające, ale ilość opasek na mecie świadczy o tym, że nie był to bieg zbyt trudny. Dziewczyny miały najwięcej kłopotów z rampą, która jest dość wysoka - na szczęście większość z nich ją w końcu pokonała.



Tutaj na przyszłość organizator może pomyśleć o np. małym ułatwieniu dla dziewczyn w postaci krótkiego sznura zrzuconego z górnej części. A propos rampy, która jest fajną przeszkodą i nie ma jej aż tak często w polskich OCRach, jakieś zabezpieczenie w postaci siatki na górze rampy z pewnością by nie zaszkodziło, a zmniejszyłoby szansę na jakiś nieszczęśliwy wypadek.


Z rzeczy do poprawy to była jeszcze za mała ilość worków na pętli z obciążeniem dla Elity i tam jak miało się pecha trzeba było chwilę poczekać. W sumie to tylko tyle z takich rzeczy do korekty.


Podobało mi się też ulokowanie Tura wzdłuż trybun, dzięki temu zawodnicy mogli liczyć na doping kibiców walcząc z ostatnią przeszkodą tuż przed metą. Cała oprawa w postaci flag, banerów itp., też robi robotę, wiadomo nie jest to rozmach na jak na Runmageddonie, ale jest znacznie powyżej średniej krajowej.



Jak dla mnie był to bieg niemal idealny, podoba mi się kierunek nieco łatwiejszych przeszkód w stosunku do tego co było, ale dalej mamy większe wyzwanie niż na najpopularniejszym biegu w Polsce, pojawiają się dodatkowo nowe konstrukcje plus fajny pakiet startowy, sędziowanie, organizacja, medale, wolontariusze itd., itp.


Serio, zastanawiam się dlaczego było tam zaledwie około dwustu dorosłych zawodników. Bieg zasługuje na dużo większą frekwencję. Zwłaszcza teraz, gdy przeszkody przestały być abstrakcyjnie trudne, nie macie już wymówki, że nie chcecie biec w Armagedonie, bo słyszeliście, że jest za trudno.


W tym roku macie jeszcze tylko jedną szansę, ostatni Armagedon odbędzie się 23 października w Łodzi. Dobrze radzę - wykorzystajcie tę szansę, aby mieć porównanie i wtedy sami ocenicie, czy mamy w Polsce szansę na realną alternatywę dla biegu, którego nazwa rozpoczyna się na literkę R.



P.S. Osobnym tematem jest relacja z biegu dla dzieci, tutaj liczę, że Mariusz, który zna się na tym lepiej ode mnie, wkrótce przygotuje tekst z tych zawodów. Ja tylko dodam, że dwa lata temu finałową przeszkodą na Armagedonie było Destiny, teraz ta przeszkoda też jest finałową, ale dla Kidsów.


P.S. 2 Podzielcie się proszę Waszymi opiniami, co się podobało, co się nie podobało i dlaczego waszym zdaniem frekwencja jest dość niska, chyba, że uważacie, że była wysoka?


Zdjęcia pochodzą od Ewa Dolibóg oraz Project-on.


Jeśli treści w tym artykule były dla Ciebie przydatne i sprawiły, że masz ochotę wesprzeć moją twórczość, możesz to zrobić wspierając mnie kawą. Przyda się, większość tekstów powstaje w nocy :). Z góry dzięki za wsparcie i do zobaczenia na zawodach.



452 wyświetlenia0 komentarz