• Marta - Dr Spraweczka

Średnio krótka rozprawka o tym czy wolontariat na biegach ewoluuje w pracę z realnym wynagrodzeniem

Zaczęło się niewinnie od pytania czy wolontariuszom na biegach (nie tylko przeszkodowych) powinno się płacić?

Niewinne pytanie jednak rozpętało bardzo konkretną dyskusję w moich social mediach na temat standaryzacji, edukacji wolontariuszy czy po prostu fakapów zdarzających się w czasie biegowych imprez.



Zacznijmy od początku - skąd w ogóle pomysł aby wolontariuszom płacić banknotami z wizerunkiem Królów Polskich za pracę, którą wykonują podczas biegów? A no pomysł wziął się z braku profesjonalizmu, z którym spotkałam się podczas jednego z weekendowych startów.


Jak się później okazało w dyskusji pod moim postem ocr-owych fakapów w naszym światku zdarzyło się tyle, że palców u moich obu rąk zbraknie aby je policzyć. Ja trafiłam na męski łańcuch (notabene ważący 2x więcej niż kobiecy) jednak to taki fakapik bo moi koledzy brali udział w takich biegach gdzie przez źle oznaczoną trasę czołówka pobiegła inną trasą co ostatecznie skończyło się dla dyskwalifikacją.


Były też wzmianki o nierównych zasadach pokonywania przeszkód gdzie sędzia sam sobie ustał kto może korzystać z konstrukcji a kto nie; lub wymyślaniu gratisów które ani na 3 sekundy w rulebook’u się nie pojawiły. To tylko część przykładów, aby uświadomić Wam, że OCR romansuje czasem z wolną amerykanką, a efektem tego średniej klasy romansu jest dziecko o nazwie bylejakość.


I tutaj dochodzimy do pytania z początku tego artykułu - czy płacenie wolontariuszom za ich pracę (swoją drogą często pracę ciężka, bo organizator nie zamawia pogody i zdarza się tak, że taki wolontariusz stoi 8h na przeszkodach w deszczu i chłodzie) zniweluje sytuacje, o których pisałam powyżej?



Większość osób, biorących udział w dyskusji była pewna że takie wpadki nie powinny mieć miejsca szczególnie jeżeli mamy do czynienia z serią elite, dla której zazwyczaj nie jest to już taplanie się w błocie tylko walka o zwycięstwo. Jednak już dużo mniej osób proponowało realne rozwiązania, które moglibyśmy wprowadzić aby sytuacja uległa zmianie.


Czy dosypanie złota do tego worka sprawi, że OCRy zostawią wolną amerykankę na rzecz solidności (i może kiedyś - choć brzmi to nadal utopijnie - standaryzacji)?


Jest taka szansa, ponieważ realne pieniądze to realne wymagania i potem w przypadku kolokwialnie pisząc „dania dupy” realnego wyciągania konsekwencji. Idąc tym tropem pojawia się nam kolejny dość istotny problem - jeżeli zaczniemy płacić za coś co do tej pory było darmowe to będziemy musieli te pieniądze skądś wziąć. I nie moi mili, organizator w swojej dobroduszności nie wyciągnie ich z zapasowej kieszonki w marynarce - jego ręce powędrują wprost do naszej ubłoconej kieszeni.



Biorąc pod uwagę i tak dość wysokie ceny za pakiety, może być to gwóźdź do trumny i tak ledwo pełzającego w tym sezonie (każdy przyzna, że COVID dość mocno przeorał tę branżę) rynku biegów przeszkodowych. Ale zaraz, zaraz czy elita nie płaci dodatkowo 30zł za możliwość ścigania się o najwyższe miejsca - otóż płaci. Ale nie pytajcie mnie gdzie idą te pieniądze - nie wiem (ale jeżeli opaska na głowę kosztuje trzy dychy to dajcie organizatorom namiar na mnie, obiecuję, że ogarnę im to taniej, a z reszty hajsu stworzymy pensje dla sędziów na trasie).


Tak więc odpowiadając na pytanie czy uważam, że wolo powinien dostawać prawdziwy hajs zamiast voucheru na 1/3 biegu lub jedną skarpetkę w sklepie firmowym - tak, powinien.


źródło: https://www.facebook.com/wysocka.ocr.photographer/

Jest też inna strona medalu, bo mamy w Polsce graczy pokazujących, że wcale nie trzeba inwestować tony diamentów w wolontariuszy-sędziów, aby stworzyć machinę, w której wszystko się dopina. Ponieważ są takie biegi, które w waszych komentarzach zamiast bury dostawały pochwały to zaczęłam drążyć co jest kluczem do sukcesu skoro nie pieniądze (tak, tak - mam świadomość, że brzmi to równie tanio co zdanie „pieniądze szczęścia nie dają”).


Po wnikliwym śledztwie oraz niezliczonej ilości wyrazów przelanych przez monitory smartfonów - moich i wolontariuszy, z którymi rozmawiałam wydaje mi się, że odkryłam tę tajemnicę - choć oczywiście poczucie zwycięstwa może być złudne.


W rozmowach z wolontariuszami biegów, do których nie ma zastrzeżeń przewijały się słowa: edukacja, wsparcie organizatora, spotkanie organizacyjne. I tu jest pies pogrzebany (a może lepiej byłoby napisać przeszkoda pogrzebana?) - wolontariusz, który ma zapewnione odpowiednie przeszkolenie czuje się pewnie i ma świadomość, że może egzekwować od uczestników biegu przestrzegania zasad bo za jego plecami twardo stoi organizator, który w razie potrzebny uczestnikowi da pstryczka w nos lub po prostu (znów kolokwializm) kopnie go w dupę.



Wszelkie spotkania integracyjno-informacyjne sprawiają też, że zaczynamy czuć się jak sportowa rodzinka, a bieg to nie tylko kura znosząca złote jajka dla organizatora, a nasz wspólny projekt, za który wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. W wolontariacie niezmiernie ważna jest atmosfera pracy, bo zabieramy tutaj jeden z głównych motywatorów, którym są pieniądze i musimy zastąpić go innymi.


Tak więc jak widać, da się stworzyć super zespół, naprawdę nieźle działający bez dodatkowych nakładów finansowych. Jest jeden mały haczyk w tym pięknym akapicie - taka mała ryska na szkle. Wszystkie te biegi, które tak dobrze trybią są to biegi małego/średniego kalibru, czy uda się wypracować taki system u wielkich molochów takich jak Runmageddon czy Spartan - nie wiem?


Kończąc moje i tak już przydługie wywody na temat OCRów i miłościwie w nich panujących organizatorów - jest kilka sposobów na polepszenie obecnej sytuacji.


Jedno jest pewne, obecnie wkradająca się bylejakość jest nie do zaakceptowania, a my uczestnicy powinniśmy głośno mówić, że na taki rozwój wypadków się nie godzimy. Może to być głos w social mediach, może to też być głos pod postacią rezygnacji ze startów w biegach zaliczających wpadkę za wpadką na rzecz tych którzy wraz z ceną serwują nam jakość.


Do zobaczenia na trasie!


Spraweczka.


P.S. Mamy nadzieję, że ten artykuł zostanie właściwie odebrany. To nie jest atak na jakiegokolwiek wolontariusza czy sędziego. Bez nich nie byłoby tej dyscypliny i ślemy im ogromne ukłony za trud, uśmiech, dobre słowo i pracę. Naszym celem jest wywołać dyskusję, znaleźć rozwiązania, które zapewnią lepsze warunki zarówno wolontariuszom, sędziom jak i zawodnikom. Bardzo serdecznie zapraszamy do dyskusji pod postem na Facebooku.


Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, itp., ale nie chcesz się ujawniać, pisz na przeszkodowo.pl@gmail.com zamieścimy Twój komentarz anonimowo.